wtorek, 19 listopada 2013

Rozdział 4

 brak weny... uwaga wulgaryzm xD

~Alice PoV

-Mocno cię poturbowali. -usłyszałam z ust Justin'a. -Zrobiłaś im coś? -powiedział patrząc mi w oczy. Przestraszyłam się. Nie chciałam mu o tym mówić.
-Umm... Byłam im winna... pieniądze. -powiedziałam i spojrzałam w jego oczy. Nie wiedziałam czy to łyknie.
-Ile? -spytał sięgając do kieszeni.
-500...
-Proszę. -uśmiechnął się podając mi pieniądze. Spojrzałam na niego pytająco. -No weź. Proszę weź.
-Justin... Ja nie mogę.
-Weź. To taki prezent ode mnie. -powiedział dalej trzymając pieniądze w ręku.
-Nie o to chodzi... Nie mogę ruszać ręką, Justin. -powiedziałam wskazując wzrokiem na zagipsowaną i poturbowaną rękę.
-Ah... Przepraszam.
-Nic nie szkodzi. -powiedziałam uśmiechając się. Ujrzałam w jego czekoladowych oczach blask. Piękny blask. Tą jakże 'romantyczną' chwilę przerwał nam dzwonek telefonu.
-Justin... Odbierzesz...? -spytałam. Chłopak chwycił telefon i przybliżył mi do ucha.
-Halo? ; -Co? Jak to? ; -John! Ja nie mogę. ; -Po prostu nie mogę. Leżę w... szpitalu. ; -Nie. Nie biłam się. ; -No dobra. Przyznaję się. ; -Nie przestanę z tym i koniec. Nara.

~Justin PoV
-Nie przestanę z tym i koniec. -usłyszałem z ust Alice. Ciekawe z czym ma przestać. Obróciłem się, by położyć kasę na stół, bo nadal trzymałem ją w ręku. Z powrotem się obracając zobaczyłem jak po policzkach Alice spływają łzy. Zaczęła szybciej oddychać. Jej oczy się rozszerzyły i zaczęła się dusić.
-Kenny! Dzwoń po lekarza! -krzyczałem nie wiedząc co mam zrobić. Jak pomóc Alice. Wiem, że cierpiała. Dusiła się coraz mocniej. Po chwili spojrzała się na mnie ze łzami w oczach, a oczy były całe przekrwione i czerwone. Położyła się na łóżku. Nie ruszała się, nie dusiła. Nawet nie wiem czy oddychała. Czekałem i czekałem na lekarza. Po chwili sprawdziłem czy oddycha. Oddychała, ale ledwo. Zrobić jej sztuczne oddychanie czy nie? Tak czy nie, tak czy nie, tak czy nie?! Tak. Przybliżyłem się do niej i przyciskając nos, a rozszerzając jej usta nabrałem powietrza i wypuściłem je łącząc nasze wargi. Była to dla mnie gorąca chwila. Oddalając swoje usta lekko musnąłem jej jedną wargę. Podniosłem się i oblizałem usta, bo chciałem jak najdłużej rozkoszować się jej smakiem. Spojrzałem na bok i wytrzeszczyłem oczy. Przy drzwiach stał zdziwiony lekarz i Kenny. Poczułem, że się czerwienie.
-Na co pan tak się gapi. Trzeba ją ratować! -powiedziałem, by zmienić ten temat, a jednocześnie bałem się o Alice.
-Proszę natychmiast stąd wyjść! -powiedział doktor wskazując palcem na drzwi. Spuściłem głowę i wyszedłem.

~~~

-Justin. Musisz się zrelaksować. -powiedział do mnie Kenny. Nie zwróciłem na niego uwagi, bo byłem zamyślony co teraz dzieje się z Alice. Lekarz siedział już w tym pokoju co najmniej godzinę. Wyszedłem na zewnątrz. Usiadłem na leżaku i zapatrzony w basenową wodę zasnąłem.

~Alice PoV

-Może herbatki? -spytał mnie doktor Jesse*. Po długich i szczegółowych badaniach lekarz dał mi kilka zastrzyków i niewielką ilość tabletek, które po połknięciu sporo mi pomogły. Spokojnie mogłam usiąść i napić się herbatki. Pan Jesse również zmienił mi opatrunki.
-Chętnie skorzystam. -powiedziałam. Nie było w moim stylu tak się odzywać, ale cóż, przy nieznajomym tak mam. Pan Jesse nalał herbatki i podał mi filiżankę z gorącym napojem.
-Proszę bardzo. Pij. To postawi cię na nogi.
-Dziękuję proszę pana. -powiedziałam sięgając po filiżankę.
-Jakiego pana? Jesse jestem. Możesz mówić mi Hause. Tak na mnie mówią. -powiedział puszczając mi oczko.
-Zgooda.
Nagle poczułam się nieco słabiej. Zaczęło mi się kręcić w głowie. Wtedy 'Hause' usiadł bliżej mnie i pogłaskał moją dłoń.
-Jak się czujesz? -spytał patrząc na mnie jakimś... innym wzrokiem.
-Źle. Chyba się położę.
-Nie ma mowy. -powiedział wstając i odpinając klamrę spodni. Mnie popchnął na oparcie łóżka. Ból głowy, brzucha i ręki powrócił, a wręcz bolało mocniej. Jesse zsunął spodnie do kostek i wsunął kciuk za gumkę bokserek, aby prawdopodobnie zrobić to co ze spodniami.
-Nie! Nie! Pomooocy! -krzyczałam cicho. Nie mogłam wydusić z siebie żadnego głośniejszego dźwięku, bo jak powiedział Jesse, miałam uszkodzone.. coś koło płuc... Nie pamiętam teraz. Tak więc, gdy krzyczałam, ból w klatce piersiowej był okropny. -Ke..Kenny!
Tymczasem Jesse ściągnął już swoje bokserki i razem ze spodniami wyrzucił za siebie. Szybko podszedł do drzwi i zamknął je na klucz, a po chwili wrócił do mnie i tuż przed moją twarzą uklęk gładząc swojego pieprzonego fiuta. Tymczasem ja dalej wołałam o pomoc.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~♥,♥~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Hejo :) Przepraszam za tak długą przerwę, ale miałam szlaban ;D Za to rozdział jest nieco dłuższy i trochę bardziej rozbudowany. :)
NASTĘPNE WYZWANIE! 250 WYŚWIETLEŃ! :)
            Powodzenia.



 * - NOWA POSTAĆ! Lesse 'Hause' . 45 letni lekarz. Karany za gwałt na nastoletnich dziewczynach. Wychodzi z więzienia za każdym razem za pomocą kaucji.



wtorek, 5 listopada 2013

Rozdział 3

~Alice PoV

-Ale powiedz mi, dlaczego ty mnie tak nie lubisz? -usłyszałam z ust Justina. Jego czekoladowe oczy oślepiały blaskiem.
-Hmph... Justin zrozum... Uhh... Szczerze? -powiedziałam patrząc mu w oczy. On złapał mnie za ręce i stanęliśmy na przeciwko siebie.
-Szczerze. Tylko szczerze. -powiedział uśmiechając się. Czułam jakby ta chwila była dla niego ważna. Staliśmy w niezręcznej ciszy. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Słyszałam głośne bicie serca Justin'a. -Dobrze... Nie chcesz powiedzieć to nie. Nie będę naciskał.
Puścił jedną dłoń, a swoją położył na moim policzku i pomasował kciukiem. Potem zabrał rękę i pocałował w to samo miejsce. Już miał zamiar odchodzić.
-Justin? -powiedziałam lekko przyciskając jego dłoń. On gwałtownie się obrócił. -Pozwoliłam ci? -zapytałam dając mu dość silnego plaskacza. -Musisz się nauczyć, że mnie nie można tak łatwo zbajerować.
Chłopak zaczął masować swój obolały policzek i odchodząc powiedział;
-Przepraszam. Nie wiedziałem, że jesteś taka.

~Justin PoV

Nie bolało mnie uderzenie Alice, a wręcz.. podnieciło. Lubię trudno dostępne dziewczyny, bo wtedy zawsze jest o co walczyć.
Byłem już blisko swojego samochodu, gdy usłyszałem krzyki.
-Zostawcie mnie, proszę! Nic wam nie zrobiłam! -krzyczał znajomy głos. Obróciłem się. Na ziemi leżała jakaś dziewczyna, a dookoła niej stali jacyś chłopacy kopiąc i uderzając ją jakimś kijem. Nie ważne czy ją znam czy nie, muszę jej pomóc. Podbiegłem do grupki chłopaków, dzwoniąc przy okazji po Kenny'ego.
-Zostawcie ją! -krzyczałem odpychając jednego i zabierając mu kij. Zacząłem go nim napierdalać. Po chwili zaczęli mu pomagać jego koledzy. Dostałem silnego strzała w nos. Zaczęła lecieć z niego krew. W tym momencie zjawił się Kenny i mój drugi ochroniarz, Mark. Nie wiem skąd Kenny wiedział, że potrzebuje pomocy.
Kenny wraz z Markiem szybko położyli wszystkich chłopaków. Przetarłem nos. Okropnie bolał, a moja ręka od razu była cała w krwi.Spojrzałem w stronę dziewczyny. Leżała i nie podnosiła się. Powoli wstałem i udałem się w jej stronę. Kucnąłem nad nią i sprawdziłem tętno.
-Żyje. -powiedziałem do siebie czując ulgę. Wyjąłem z kieszeni chusteczkę i wytarłem dziewczynie twarz. Wtedy dopiero poznałem Alice.
-Kenny! Kenny! -krzyczałem. Ochroniarz szybko podbiegł do mnie. -Trzeba ją zawieźć do mnie.
-Czemu do ciebie? Do szpitala! -odezwał się Kenny wołając Mark'a.
-Do mnie i bez dyskusji. -powiedziałem wyjmując komórkę. Zadzwoniłem na pogotowie i podałem mój adres. W tym momencie Kenny i Mark 'pakowali' Alice do samochodu. Przyznam, że bałem się o nią. Wsiadłem do swojego samochodu i pojechałem do domu.

~Alice PoV

Harry, Niall, Louis, Liam, Zayn. Mam ich przy sobie. A w szczególności Zayn'a.
-Kocham cię, Alice. Zawsze będę cię kochał. -Mówił chłopak z moich snów.
-Też cię kocham, Zayn. -powiedziałam patrząc mu w oczy. Nasze wargi zaczęły się powoli przybliżać. Chciałam znowu spojrzeć mu w oczy, jednak on był jakiś niewyraźny. Po chwili już go nie widziałam. To był tylko sen. Wspaniały sen. Kolejny zwykły sen.
Otworzyłam oczy. Przed nimi ujrzałam Justin'a.
-Obudziłaś się. Nareszcie.- usłyszałam jego ochrypły, pełen wrażliwości głos. Uśmiechnął się do mnie, gładząc ręką moje czoło.
- C-co.. Co się stało? -wyjęczałam łapiąc się za głowę. Jednak po chwili szczerze tego pożałowałam. Głowa owinięta bandażem, lewa ręka w gipsie, nos połamany i cały tors tak jak ręka, w gipsie. W tej chwili przypomniało mi się co się wczoraj stało.

 ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~♥,♥~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Cześć :) Zmieniłam czas dodawania rozdziałów. Postanowiłam nową 'instrukcję' ; Wyzwanie.
Więc następny rozdział pojawi się, gdy dobijemy do 195-200 wyświetleń. Więc nabijamy! :)
Jakby co to sorki za błędy, a rozdział postaram się dodać po krótkim czasie wykonania 'wyzwania'. Pa ♥

piątek, 1 listopada 2013

Rozdział 2

~Alice PoV

Chłopak podszedł do samochodu i otworzył mi drzwi.
-Dziękuję. -powiedziałam. Starałam się być miła.
Chłopak tylko się uśmiechnął i podszedł z drugiej strony samochodu. Otworzył drzwi i wsiadł. Również wsiadłam. Odpalił silnik.
-Więc... Jak masz na imię? -spytał patrząc na mnie, jednocześnie dociskając pedał gazu.
-Alice... A ty?- odpowiedziałam przygryzając wargę.
-Justin. Bieber. Justin Bieber. -odpowiedział uśmiechając się, jednak patrząc na drogę.
-Aaa... To ty. Zatrzymaj się. - powiedziałam patrząc się na jego twarz.
-Dlaczego? Chciałaś jechać do szkoły.
-Z tobą nie chcę. Znaczy... Nie obrażaj się.
-Rozumiem, ale nie wyrzucę cię na ulicę. Jedziesz ze mną do końca. -powiedział przyśpieszając na co ja wywróciłam oczami.
-Chcę wysiąść. -powiedziałam zaciskając pięści.
-Nie pozwolę. -powiedział patrząc na mnie jednak po chwili jego wzrok znowu wrócił na drogę.
-Musisz pozwolić, bo wyskoczę. A potem cię zabiję, uduszę, pobiję i zakopie. -zaczęłam mówić szybko, ale wyraźnie.
-Zabawna jesteś. - powiedział szeroko się uśmiechając. Nie jestem pewna czy nie było widać ogników w moich oczach, bo aż kipiałam ze złości. On jest taki uparty.
-Ugh...
-Już blisko, więc tego swojego focha zostaw dla siebie. -znowu się uśmiechnął. Nienawidzę go.
-Nie mam focha tylko po prostu cię... za tobą nie przepadam -szybko się poprawiłam. Nie umiem powiedzieć prosto w twarz, że kogoś nienawidzę. - I już się nie mogę doczekać, aby się z tobą rozstać.
-Z tego co pamiętam nie byliśmy nawet razem, kochanie. -szeroko się uśmiechnął, jednak cały czas wzrok pozostawiał na drodze. Czy on musi być taki wkurwiający?
-Nigdy, nawet w snach. -powiedziałam krzyżując ręce na piersi.
-Jak smutno. -powiedział i w końcu się na mnie spojrzał. Te jego sarkazmy są takie wkurwiające.
Samochód się zatrzymał zanim się zorientowałam. Justin szybko wysiadł z samochodu i podszedł otworzyć mi drzwi.Pieprzony gentlemen.
-Odprowadzę cię. -powiedział uśmiechając się. Jeszcze tego brakowało.
-Dam radę sama dojść.
-Jeszcze nie uprawialiśmy seksu, a ty już o dojściu? -powiedział śmiejąc się.
-Zboczeniec. Nigdy w życiu nie będę uprawiała z tobą seksu.
-Przepraszam, panno obrażalska. -powiedział głaszcząc moje ramię. Po chwili przybiegło kilku facetów z kamerami i mikrofonami.
-Czy znalazłeś już nową dziewczynę? -mówił jeden przystawiając do ust Justina mikrofon.
-Justin, co tak szybko? Pogodziłeś się już po rozstaniu z Seleną? -zaczął drugi.
-Jak ma na imię nowa wybranka? -powiedział trzeci zwracając się do mnie.
-A-Alice. -powiedziałam, a po chwili odsunęłam mikrofon.
-Nie zwracaj na nich uwagi. -powiedział Justin łapiąc mnie za rękę.
-Puść mnie. -powiedziałam odrywając ją. -Kim oni są do cholery?
-Nie słyszałaś nigdy o dziennikarzach? -spytał patrząc na mnie.
-Aż taka głupia nie jestem.
-Dobrze wiedzieć. -powiedział chytrze się uśmiechając.
-Jak ja cię nie lubię. -powiedziałam przyśpieszając kroku.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~♥.♥~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Tak jak mówiłam rozdział jest dodawany w weekendy. :) Według mnie rozdział jest długi. Wbijajcie, czytajcie, komentujcie. Widzimy się za tydzień! ♥

piątek, 25 października 2013

Rozdział 1

~Alice PoV

Stałam przed lusterkiem czesząc włosy. Są takie grube, mocne, gęste i mają piękny kolor. Nie, żebym się chwaliła, po prostu nikt nigdy nie chwali mojego wyglądu. Wszyscy w dawnej szkole mijali mnie bez słowa. Nawet gdy zderzyłam się z kimś ramieniem, ani 'przepraszam' ani 'nie chciałem' tylko się patrzyli na mnie jak na idiotkę. Rozumiem, nie jestem idealna, ale trochę szacunku się należy. No więc. Dzisiaj wyjątkowo postanowiłam wyprostować włosy. Zwykle mam kręcone, ale ten pierwszy dzień w nowej szkole musi być wyjątkowy. Ubrałam dzisiaj czerwoną sukienkę i czarne buty na lekkim obcasie. Spojrzałam na zegarek, 8:48.
-Fuck, fuck, fuck! Mam busa o 8:50! -mówiłam sama do siebie. Chwyciłam małą czerwoną torebkę i wybiegłam na busa. Nie byłam przyzwyczajona do butów na obcasie co mnie strasznie spowalniało. W sumie to ja nawet nie wiedziałam gdzie jest przystanek. Gdy biegłam po drodze zobaczyłam jakąś wielką willę. Niesamowicie ogromna, jak ze snów. Gdy przebiegałam obok bramki naskoczył na mnie jakiś wielki facet w czarnym garniturze.
-Zagrożenie -mówił do jakiejś komórki- zdjąć ją czy zostawić?
O co tu kurde chodzi?
-Ok. Zrozumiałem. -dokończył. Łapiąc mnie za rękę otworzył wielką bramę z napisem 'JB' i ciągnął mnie za sobą dalej.
-Możesz mi powiedzieć o co chodzi? -mówiłam zdenerwowana. Jednak on nie miał zamiaru odpowiadać.
Otworzył drzwi (jeśli można to tak nazwać) i wszedł do środka. Szliśmy po kręconych schodach. Nawet w snach nie wyobrażałabym sobie tak wielkiego i tak wspaniale urządzonego domu. Mężczyzna stanął przed  drzwiami do jednego z pokoi i zapukał.
-Mogę chociaż się dowiedzieć jak masz na imię? -spytałam faceta dotykając go w ramię.
-Kenny.
-Miło.
Podczas naszej rozmowy usłyszeliśmy głos zza drzwi, który powiedział jakoś 'chodź'.
Kenny wszedł do środka ciągnąc mnie za sobą. Zobaczyłam chłopaka siedzącego na wielkiej kanapie przed telewizorem. Ten telewizor był tak ogromny, że wchodząc czułam się jak w kinie. Chłopak obrócił głowę i spojrzał się na mnie. Po chwili bezsensownej wymiany spojrzeń ocknął się i zasłaniając się podbiegł do szafy i ubrał spodnie. Może i bym się zaśmiała ale byłam zbytnio zdenerwowana Kenny'm i całą tą sytuacją.
Oderwałam jego rękę.
-Przepraszam bardzo. Spóźnię się do szkoły. -mówiłam podchodząc coraz bliżej chłopaka.
-Co? Do jakiej szkoły? Kenny... - powiedział, po czym spojrzał się pytająco na faceta.
-No co? Kręciła się wokół twojego domu.
-Może dlatego, że przed moim domem jest chodnik, który służy do chodzenia? Kenny. To już 3 akcja w tym miesiącu. Zrozum, że nie tylko ja tu mieszkam. Cenię sobie to, że tak mnie chronisz, ale tą ochroną ranisz innych. Przepraszam bardzo, ale możesz wyjść? -mówił zachrypłym głosem.
-To ja przepraszam. Rozkaz. Już wychodzę. -powiedział po czym zawrócił i wychodząc zamknął za sobą drzwi.
-On mógł mnie zabrać do szkoły. Jeżeli oczywiście ma jakiś samochód. -powiedziałam krzyżując ręce na piersi.
-Serio? Czy ty przed chwilą pomyślałaś, ze Kenny nie ma samochodu? -mówił śmiejąc się. -Wszystko to co moje jest i jego, więc ma kilka tych samochodów.
-Skąd ja mogłam wiedzieć, że ty masz samochód? Nawet cię nie znam. -mówiłam przyglądając się mu.
-Serio? Nawet mnie nie kojarzysz? Nic? Kompletne zero?
-A co ty Jezus Chrystus? Dopiero co się wprowadziłam, więc chyba nie muszę znać tutaj każdego. A teraz przepraszam, ale muszę dostać się do szkoły. -powiedziałam lekko go popychając. On w ostatniej chwili chwycił moje włosy i powąchał. -Ej? Co ci jest?
-Nie nic... Twoje włosy ładnie pachną. I są takie grube i.. puszyste.
-Emm... Dzięki. Ale wracając do tematu... Skoro masz tyle tych samochodów to może zawieziesz mnie do szkoły?
-Z przyjemnością. -odpowiedział podając mi rękę.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~♥.♥~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No to koniec pierwszego rozdziału. Przepraszam za błędy, ale to tak na szybko pisane ;/ Uprzedzam, że charakter bohaterów jest zmieniony, więc proszę mi tu tylko nie porównywać :) ♥
Rozdziały postaram dodawać się co tydzień w piątek lub sobotę. ;)


~Prolog

Witam! Jestem Alice Spencer*. Mam 15 lat. Mieszkam w Calabasas. Dzień przed moimi urodzinami zmarła moja mama. Znaczy została zamordowana. Dotąd nie udało ustalić się zabójcy. Mój tata, Rob**, szybko pogodził się z utratą swojej żony i już znalazł sobie nową dziewczynę,Nicole***. Podobno ma 5 dzieci, ale nigdy ich nie widziałam i nie mam zamiaru. Ma kochać tylko mnie i to ja mam być oczkiem w głowie jej i taty. Traktuję ją jak swoją przyjaciółkę, jednak jest kochana tylko wtedy gdy nie ma Roba. Właśnie. Mój tata pracuje na 2 etaty. Rzadko bywa w domu jednak rozumiem to, bo zarabia na mnie. Ostatnio mieliśmy dość dużą kwotę i wyprowadziliśmy się właśnie do Calabasas. Słyszałam, że tam mieszka jakiś Bie.. Bieber****. I że śpiewa, gra i ogólnie jest artystą. Jednak ja najbardziej lubię słuchać Seleny Gomez, Metallicy i Onedirection. Już mam pozaklejany cały nowy, mój pokój plakatami. No cóż... Witam w moim świecie.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~♥.♥~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Witam :) Postanowiłam usunąć wszystkie posty i zacząć pisać od nowa ;p Co prawda rzadko dodaję rozdziały, ale popaczeć czasami możecie xD
                               ***
                           ASK; [klik]
                               TT;KLIK
* - zaznaczenie postaci, a teraz ich zdjęcia;

*














**




















***

















 
****